Lubisz podróżować? Podziel się opowieściami z innymi

Właściwie każdy z nas od czasu do czasu podróżuje – trudno byłoby znaleźć człowieka, który przynajmniej raz w roku w okresie wakacyjnym nie wybrałby się na jakąkolwiek wycieczkę do ciekawego miejsca. Dla niektórych ludzi jest to jednak prawdziwa pasja oraz istny sposób na życie – osoby takie wybierają się nierzadko na bardzo emocjonujące, pełne przygód podróże trwające nawet kilka tygodni. Jestem zresztą pewien, że nawet wśród moich czytelników znajdzie się wielu takich ludzi, bowiem ten sposób podróżowania zdobył w ostatnich latach naprawdę wielką popularność. Podróże tego typu zawsze obfitują w wiele wspomnień oraz niesamowitych przeżyć, których nie warto zatrzymywać jedynie dla siebie. Obecnie każdy z nas ma bardzo szerokie możliwości jeśli chodzi o dzielenie się takimi opowieściami z większym gronem ludzi – zapewniam, że zawsze znajdzie się mnóstwo zainteresowanych czymś takim. Swoimi opowieściami z podróży możemy dzielić się z innymi na wiele różnych sposobów, zaś jednym z najlepszych narzędzi do czegoś takiego jest rzecz jasna internet.
Jeśli ktoś podróżuje faktycznie często, to świetną propozycją będzie dla niego stworzenie własnej strony na Facebooku, gdzie będzie mógł regularnie zamieszczać wpisy przedstawiające jego przygody. Takie mini-blogi cieszą się aktualnie naprawdę wielką popularnością, a na prowadzenie ich decyduje się wielu ludzi. Innym ciekawym rozwiązaniem jest kręcenie filmików ze swoich podróży i umieszczanie ich w internecie. Nie potrzebujemy do tego wcale żadnego profesjonalnego sprzętu – wielu podróżników nagrywa swoje wyprawy za pomocą zwykłych kamerek wyczynowych. No i znajomi wiedzą gdzie jesteśmy i że w ogóle żyjemy. Szczególnie kiedy wyjeżdżamy w bardziej niebezpieczne miejsca. Możecie rzecz jasna w telefonie zainstalować dowolny lokalizator – ze swojej strony mogę polecić appkę o prozaicznej nazwie lokalizacja telefonu która co prawda jest płatna ale dzięki niej możemy praktycznie przez całą dobę monitorować położenie.

Warto także pomyśleć nad pisaniem bardziej obszernych relacji, wzbogaconych rzecz jasna o zdjęcia z miejsc, których odwiedziliśmy. Jeśli ktoś czuje się na siłach, to ciekawą propozycją może być wydanie własnej książki podróżniczej. Oczywiście, w obecnych czasach wydanie książki właściwie na dowolny temat nie sprawia żadnego problemu, ale pytaniem jest, czy nasze dzieło faktycznie przypadnie do gustu czytelnikom. Mimo wszystko warto jednak dobrze się do tego przygotować i po prostu spróbować – kto wie, być może ktoś zyska dzięki temu popularność i stanie się znanym podróżnikiem?

Zabawa z językiem mówionym

Do Anglii wyjechaliśmy z żoną już dobre kilka lat temu. Ja zaraz po magisterce, ona zaraz po licencjacie, czyli po zakończonej edukacji w kraju. Nie będę wam opowiadał o tym, jak to niefajnie jest, że niby mamy takie a takie studia i nie pracujemy w swoim zawodzie. Powiodło nam się patrząc z perspektywy czasu całkiem nieźle i naprawdę nie możemy narzekać. Początki jednak były dość śmieszne, ponieważ oboje byliśmy ogólnie rzecz biorąc prymusami. Nigdy nie mieliśmy problemów w szkole, radziliśmy sobie ze wszystkim, ale język to była zupełnie inna para kaloszy.

Na początku nie było najmniejszych problemów, bo przyjechaliśmy w miejsce pełne Polaków i Litwinów. W zasadzie angielski potrzebny był nam w sposób bierny, czyli pooglądać telewizję, przeczytać jakiś napis, usłyszeć jakieś gadanie gdzieś czy skądś. Pierwsza ciężka przeprawa spotkała nas w tamtejszym urzędzie pracy, gdzie trzeba się było zarejestrować po przybyciu i wypełnić niezbędne dokumenty. Nie jest to procedura ani długa, ani w żaden sposób nieprzyjemna. Pracujący tam urzędnicy nie są Polakami, więc są całkiem sympatyczni i usłużni. Zabawa polega na tym, że trzeba wypełnić odpowiedni druczek, standard, a potem trzeba przedyskutować go z osobą prowadzącą rejestrację. No i się zaczęło.

Oboje niby znaliśmy angielski, ale znaliśmy go na piśmie.

Jakiekolwiek próby mówienia czy szybkiego zrozumienia wygłaszanych bezpośrednio do nas kwestii kończyły się po prostu małą tragedią i ogólnym niezrozumieniem. Kasia siedziała cicho i patrzyła swoimi wielkimi oczętami, a ja coś tam dukałem. Panie chyba były przyzwyczajone do takich zabaw, bo patrzyły na nas jak na kolejnych kandydatów do szorowania kibli, ale robiły to w sposób sympatyczny. Spoglądały jak na nie za mądre zwierzątka, które chce się przytulić i pomóc im w powrocie do norki. Było to żenujące, ale jakoś pozbyliśmy się pierwszego wstydu i po wielu trudach dogadaliśmy się z paniami urzędniczkami.

Muszę wam powiedzieć, że w naszych szkołach w ogóle nie stawia się na mówienie. Jest to gigantyczny problem, ponieważ w realnym życiu znacznie mniej robi się na papierze, a znacznie więcej prowadzi się po prostu zwykłych rozmów z ludźmi. Na szczęście przez pierwsze trzy lata ani Kasia, ani ja nie mieliśmy pracy, w której trzeba by było bezpośrednio komunikować się z ludźmi. Gdybyśmy trafili na coś takiego, byłaby pewnie kompromitacja na całej linii. Teraz, po latach już siedmiu, cały czas jeszcze bardzo nam jest daleko do rozmawiania w jakimś cywilizowanym wydaniu języka angielskiego, ale myślę, że amerykanów pod względem lingwistycznym już dogoniliśmy. Czasami tylko trzeba zapytać o słówko.

Były, minęły – tylko kiedy?

Na wakacje większość z nas czeka przez cały rok – niezależnie od tego, czy jeszcze studiujemy, czy też już pracujemy zawodowo. Każdy z nas ma prawo do odpoczynku, rzucenia wszystkich swoich codziennych obowiązków choć na chwilę i wyjechania do jakiegokolwiek dalekiego miejsca. W rzeczywistości jednak wielomiesięczne oczekiwania w wielu przypadkach może pójść kompletnie na marne, bowiem czasami okazuje się… że nie dostaniemy urlopu w sierpniu czy lipcu lub też problemy na uczelni sprawiają, że nie będziemy w stanie wyjechać na dłużej. Pierwsza reakcja na taką wiadomość? Szok, gniew, frustracja… A na końcu niemoc i akceptacja.

Trzeba jednak wiedzieć o tym, że brak dłuższego urlopu wcale nie wyklucza możliwości wypoczynku, nawet jeżeli większą część lata spędzimy w mieście. Wszystko zależy tutaj bowiem wyłącznie od naszego nastawienia; jeśli tylko będziemy chcieli to i tak znajdziemy sposób na ponowne „naładowanie akumulatorów”, nawet bez żadnych dalszych wyjazdów. W okresie wakacyjnym bardzo ważną rzeczą dla każdego z nas powinna być przede wszystkim odpowiednia aktywność fizyczna – to właśnie ona zapewnia nam doskonałe samopoczucie i sprawia, że cały nasz organizm zaczyna pracować znacznie lepiej. Właściwie każde miasto oferuje pod tym względem szereg ciekawych możliwości; spacery po okolicznych lasach, bieganie, jazda na rowerze czy basen to tylko przykłady.

Nie musimy wyjeżdżać na kilka dni, aby móc korzystać z takich możliwości – wystarczy jedynie czas po pracy czy wolna sobota lub niedziela. Oprócz tego w miastach w okresie wakacyjnym zazwyczaj ma miejsce wiele wydarzeń kulturalnych. Koncerty, maratony filmowe, teatry, wystawy… Miłośnicy takich rzeczy na pewno będą się nudzili. Zresztą, w okresie tym właściwie w każdym mieście kwitnie również życie nocne; zawsze możemy po prostu miło spędzać wolny czas z przyjaciółmi w najróżniejszych klubach. Wszystko to pokazuje, że lato w mieście wcale nie musi być tak nudne, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście, wielu z nas wolałoby ciekawy, chociażby kilkudniowy wyjazd w nieznane, ale nie zawsze mamy takie możliwości. Jeśli zatem wiemy, że wakacje spędzimy zawaleni naszymi obowiązkami, to nie powinniśmy się załamywać – wcale nie oznacza to, że nie będziemy mogli naprawdę ciekawie spędzić swojego czasu.

Jeśli jestem tym co jem, to jestem…

No właśnie, ostatnimi czasy panuje moda na zdrowy styl życia. Na tę chwilę ciężko jest określić czy to chwilowy wybryk, czy też długodystansowe zjawisko. Skąd ta popularność? Tu, jak w większości przypadków promowania stylu życia, dużą rolę odgrywają media, portale społecznościowe, bowiem celebrytami nie są już tylko wielkoformatowe gwiazdy muzyki, seriali, ale coraz częściej, są to samozwańczy trenerzy indywidualni.

Metody, polecane przez nich ćwiczeń budzą coraz więcej kontrowersji, bowiem często nastawione są na intensywne spalanie, a więc redukcję tkanki tłuszczowej. Niemniej, nie mówi się o tym, że nie są to ćwiczenia dla każdego. W związku z ich intensywnością, obciążają stawy, w konsekwencji mogą spowodować wiele kontuzji. Niemniej, niepodważalne jest to, iż ruch jest nieodłącznym elementem zdrowego stylu życia, jednak warto przepłacać utratę kilka kilogramów, zdrowiem, kosztownymi zabiegami i długotrwałą rekonwalescencją?

Współcześnie, można znaleźć ogromną ilość alternatyw do wirtualnych ćwiczeń. Tłumaczenie, że mieszkam w małej wsi, nie mam czasu jest właściwie bezpodstawne, bowiem nawet w najmniejszych miejscowościach prowadzone są zajęcia fitness. Z doświadczenia wiem, że by utrzymać się w dobrej form ie nie potrzeba morderczych ćwiczeń, oczywiście jest wiele czynników wpływających na organizm, niemniej ważna jest jakakolwiek forma ruchu. Reasumując z tą ślepą modą, wiąże się kilka absurdalnych sytuacji. Mianowicie, zauważyłam, że wiele osób po intensywnym treningu wybiera się na burgera, popija zimnym piwkiem, na deser w porze kolacji sernik bądź szarlotka z małą porcją lodów (bo przecież jestem na diecie). Rozumiem, spalanie jeszcze się nie zakończyło, ale to nie znaczy, że mam opychać się jak ta trzódka? Równie drażniącą mnie kwestią jest „co” my Polacy jemy. Mamy tyle możliwości, ograniczamy się jedynie do szybkiego żarcia. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma nic złego w burgerze, soczysta, wysmażona wołowina. Świeże warzywa, bogate w witaminy i minerały. No i oczywiście krupiąca bułka i sos na bazie jogurtu pełnego wapnia. Marzenia. Jemy byle co i byle gdzie. Jednak czy to wina restauratorów? Chyba nie, problem tkwi w narodowej tendencji, skłonności do bylejakości. Nie zdajemy sobie sprawy, że dobre jedzenie to nie tylko smak ale i wygląd. To nie tylko rozkosz dla podniebienia, zmysłów, to także wbrew pozorom niewielki wydatek. Wystarczy trochę chęci, odrobinę fantazji.

Jak nie marnować czasu?

PS. Taki „ps” na początku. Dzięki życzliwości znajomego mam dostęp do rewelacyjnych grafik za darmo (co prawda tylko przez okres testowy ale zawsze pozytywnie mam nadzieję wzbogaci to mojego bloga). Wszystkim zainteresowanym polecam stock (up: już nie polecam – ostatnio bardzo mocno podwyższyli ceny i praktycznie niczym się nie wyróżniają na tle konkurencji…), zdjęcia które są naprawdę fajne a nie kosztują zbyt dużo. Polecam przede wszystkim blogerom i projektantom stron (jeśli ci w ogóle tutaj zaglądają). Same zaś zdjęcia są dzisiaj przyczynkiem do dalszych rozważań: dotychczas wyszukując grafiki, spędzałem godziny oglądając wszelkiego rodzaju banki zdjęć. Co z tego wynikało? Zwykle nic bo w 99 przypadkach na 100 decydowałem się na foto znalezione na samym początku… To chyba dobrze powiecie? Nie do końca – czułem że czas przecieka mi między palcami…

Mówi się, że osoby szczęśliwe można poznać po tym, że czasu nie liczą, więc ja chyba też nie jestem chodzącym nieszczęściem, skoro tak często nie mam pojęcia, jak to się stało, że dysponowałem wolnym popołudniem, a nagle okazało się, że właściwie to pora iść spać, jeśli jutro nie chcę zaspać do pracy. Oczywiście, jest w tym nieco ironii, jestem jednak przekonany, że wcale nie jestem jedyną osobą zmagającą się z tym problemem. Czas przecieka przez palce wielu osobom i często wywołuje to niemałe zamieszanie.

Pół biedy, jeśli problem pojawia się sporadycznie i nie jest uciążliwy. Raz na jakiś czas każdy z nas  zasługuje przecież na odpoczynek, a do tego nie byłoby normalnym, gdybyśmy zawsze byli poukładani i porządni, jak szwajcarskie zegarki. W końcu nasz organizm zacząłby domagać się odpoczynku i nie musiałby wcale robić tego w sposób, który podobałby się nam. Co jednak zrobić, jeśli marnowanie czasu zdarza się nam nagminnie, a konsekwencją jest zarwana noc albo, co gorsza, niezrealizowane zadanie. Nietrudno się domyślić, że sposobów na rozwiązanie tego problemu jest co najmniej kilka.

Najprzyjemniejsze, choć na pewno nie najbardziej praktyczne zakłada, że z naszą bezradnością wobec czasu, który nieustannie ucieka, należy się po prostu pogodzić. Nic na to nie poradzimy, taki mamy charakter i koniec. Gdy jednak „taki mamy charakter” staje się niedostatecznym wyjaśnieniem nie tylko dla nas, ale i dla naszych zwierzchników, można zastanowić się nad czymś więcej.
Tu najskuteczniejsza wydaje się kontrola codziennych zachowań. Często okazuje się, że wcale nie musimy zmieniać się radykalnie, kluczem do sukcesu jest zaś wypowiedzenie wojny codziennym nawykom, których sens można stawiać pod znakiem zapytania. Dlaczego nasze klucze do mieszkania nie mają stałego miejsca, nasz powrót do domu zawsze musi być obwieszczany poprzez uruchomienie komunikatora internetowego, a na zakupy wybieramy się bez listy, co sprawia, że trwają one nawet dwa razy dłużej niż jest to rzeczywiście konieczne? Naturalnie, tego rodzaju wykroczenia przeciwko rozsądnemu zarządzaniu czasem wydają się banalne. I mogą być za takie uznawane. Istnieje jednak przynajmniej jeden poważny problem, okazuje się bowiem, że nie brakuje osób, które mają ich na sumieniu kilkadziesiąt w ciągu dnia. Właśnie w ten sposób rodzą się utracone minuty i godziny.

Racjonalne zarządzanie czasem nie jest proste i nie trzeba wcale się obwiniać orientując się, że nasze wysiłki w tym zakresie nie przynoszą wcale tak spektakularnych efektów, jak się tego można spodziewać. Na zachodzie Europy modne są nawet specjalne płatne kursy, które uczą, jak walczyć ze złymi nawykami w tym zakresie. Na kurs, póki co, się nie wybieram, wydaje mi się jednak, że warto ćwiczyć umiejętność efektywnego zarządzania czasu. Przecież mając go nieco więcej wcale nie musimy zawsze wykorzystywać go do tego, aby ciężko pracować. Czasem wcale nie mniej interesującym rozwiązaniem jest wykorzystanie go na poobiednią drzemkę. Niech jednak będzie to decyzja świadoma.

Głupiec kontra horoskop – efekt wcale nie musi być taki zły

Lubicie horoskopy? A może numerologię? Pani urodzona dnia tego i tego najlepiej dogaduje się z panami urodzonymi w pierwszym kwartale roku? A może koziorożce nie lubią się z rakami? Spotkasz kobietę z wiadrami, której wpływ odmieni twoje życie? Oczywiście żartuję tu sobie, ale musicie mi przyznać, że ludzie wierzący w horoskopy są niezwykle zabawni. Mam tutaj na myśli „horoskopy” w moim rozumieniu, czyli wszelkiego rodzaju taroty, wróżby i wróżbici, przesądy czy co tam jeszcze. Wszystko pasuje. Chodzi o to, by wymyślić sobie coś, a potem tak manipulować faktami, żeby nam to pasowało.
Z jednej strony się śmieję, a z drugiej zauważam też coś ciekawego. Kiedy jakiś Kowalski przeczyta sobie, że dzisiaj będzie miał szczęście do ludzi, to jest bardziej pozytywnie nastawiony do świata, a w szczególności do ludzi. Oni potem odpowiedzą mu tym samym i wiecie co? Horoskop się sprawdził, bo nasza owieczka faktycznie miała tego dnia szczęście do ludzi.

To jest siła sugestii, która jest całkiem potężna. Tak naprawdę jest to autosugestia, ponieważ wszelkie wróżby i horoskopy tworzone są tak, by to człowiek sam sobie wmówił odpowiednie rzeczy. „W nieoczekiwany sposób nadejdzie wielka zmiana. Pozwól na nią, bo to zmiana dobra”. Każdy z nas, który spojrzy teraz na swój ostatni tydzień, na pewno znajdzie w nim jakąś wielką i niespodziewaną zmianę. Może to być wszystko od zmiany polegającej na wprowadzeniu objazdu ze względu na roboty drogowe, po wyrzucenie nas z pracy bez jakiejś większej zapowiedzi. Wystarczy tylko dopasować horoskop do sytuacji i gotowe.
Działa to też trochę inaczej w innych wypadkach. Na pewno zarzucicie mi, że horoskop nie jest dla głupców, przynajmniej nie dla tych w potocznym rozumieniu głupoty, bo przecież wielu ludzi z biznesu z niego korzysta.

Zauważcie jednak, że oni po prostu szukają impulsu do podjęcia decyzji. W antyku wojny wybuchały, gdy sąsiad miał coś interesującego, a przepowiednia mówiła, że wojna się uda. Teraz transakcje biznesowe zawierane są w sytuacjach analogicznych. Ba, ludzie mogą zastanawiać się nad rozwodem, chcieć go, ale bać się jego konsekwencji. Potem przychodzi wróżba w stylu „zmiana może mieć nietypowe konsekwencje” i już to sobie każdy odczyta tak, jak będzie chciał. W ten sposób zdejmuje z siebie część odpowiedzialności i wreszcie jest w stanie zadziałać, wyrwać się z impasu. Dlatego właśnie horoskopy i wróżby szybko nie znikną.

Sieciowanie i zderzenia w drodze do sukcesu

W ostatnim czasie zajmowałem się bardzo mocno teoriami dotyczącymi sieciowania. Większość z was zna to pewnie w wersji mówiącej o tym, że każdy z nas ma znajomego, którego znajomy ma znajomego, którego znajomy… i tak dalej przez siedem kroków i po tych siedmiu krokach okazuje się, że możemy dotrzeć do każdej osoby na tej planecie. Nie ma znaczenia, czy jest to jakaś osoba spotkana kiedyś na wczasach, tybetański mnich czy prezydent Stanów Zjednoczonych.

W praktyce, i właśnie ta strona sieci znacznie bardziej mnie interesuje, sieciowanie oznacza tworzenie sieci znajomości biznesowych. Dam wam tego taki przykład. Mój były pracodawca zajmował się leasingowaniem flot samochodów dla innych firm i oferował także różne usługi dla tych samochodów. Kiedy postanowił powiększyć biznes i szukał miejsca na nową bazę połączoną z warsztatem, zwrócił się do jednego ze swoich klientów zajmujących się deweloperką. Odpowiednie miejsce znalazło się od razu i w zamian za rabat ze strony naszej firmy, nic nie zapłaciliśmy za ich usługi. Trochę później ta sama firma wskazała nam dobrego prawnika zajmującego się nieruchomościami.
Ba, sam miałem kiedyś podobną sytuację. Agentka nieruchomości, która szukała przed kilku laty dla mnie mieszkania, przemiła osoba, była niestety zmuszona się rozwieść z mężem. Jako że już wtedy pracowałem w szeroko rozumianej branży prawnej, przypomniała sobie o mnie i zadzwoniła z prośbą o zarekomendowanie jej kogoś. Akurat z prawa rodzinnego nikogo nie znałem, ale chodzi o zasadę.
Tak wyglądają sieci, ale zauważcie, że ten sposób ich tworzenia jest bardzo kulawy i ograniczony. W Stanach mówi się obecnie, że znacznie ważniejsze są tak zwane zderzenia. Nazwa zabawna, bo bardzo dosłowna.

Amerykańskie miasta są obecnie tak planowane, by miejsca pracy przedsiębiorców były blisko siebie i dodatkowo by były zaopatrzone w lokale, gdzie takie osoby mogą wyskoczyć po pracy. Miejsca nieformalne. W tych miejscach zawiązuje się znajomości biznesowe, niekoniecznie jakieś przyjaźnie, i dzięki w ten sposób buduje się sieci nie tylko z osobami, które kiedyś miały z nami jakiś biznes, ale z takimi, które po prostu działają gdzieś wokół nas.

Wydaje się to być znakomitym pomysłem na uzyskiwanie przewagi konkurencyjnej, a restauratorom czy właścicielom lokali branży rozrywkowej można podpowiedzieć, że stworzenie lokali specjalnie dla takich ludzi może się bardzo opłacać. Urzędnicy, wy też pomyślcie.

Jak się ubrać na pierwsze spotkanie z nią po rozstaniu?

To chyba najgłupszy tekst, jaki kiedykolwiek widzieliście na moim blogu, co? Nie, nie powinniście go brać całkowicie na poważnie, ponieważ jest on tylko swego rodzaju odpowiedzią na podobny tekst, który jakiś czas temu napisała jedna z guru bardzo ograniczenie inteligentnych niewiast oglądających program naTemat i tym podobne wymysły dla blond-Einsteinów. Chociaż kto wie, może ktoś was skorzysta z mojego małego poradnika mówiącego o tym, w jaki sposób powinieneś ubrać się, jeśli chcesz, by…

…czuła, że popełniła błąd. To na pierwszy ogień. W końcu chcesz, by wredna raszpla nie była szczęśliwa w nowym związku czy po prostu bez związku z tobą. Popełniła błąd życia i powinna sobie o tym przypominać. Tym bardziej, że zostawiła cie dla twojego najlepszego przyjaciela. Już byłego oczywiście.
Jak podejdziemy do tematu? Najlepiej garniturem ze studniówki. Musisz koniecznie zrobić się na polskie wydanie Wilka z Wall Street. Do tego koniecznie potrzebny będzie też żel na włosach. Dużo żelu. On dodaje klasy. Najważniejsze będzie jednak coś innego. Co? Nowy krawat. To właśnie dzięki niemu pokażesz jej, jaki jesteś zarobiony. To ważne, bo garniak może pamiętać, a żel też już widziała. Krawat będzie jak grom z jasnego nieba. Jak nie masz swojego krawata, możesz pożyczyć. Byle nie od swojego ex-przyjaciela, bo się jeszcze połapie. A, i jeszcze coś. Ważne jest, żebyś poszedł z jakimś interesem, ale niby po drodze. Na przykład odnieś jej lokówkę.

…była zazdrosna. Tak, zazdrosna. To najlepsza opcja dla tych, którym już zdecydowanie nie zależy, ale jeszcze chcieliby się przypomnieć i wbić szpilę lub lepiej – jakiegoś pokaźnego gwoździa.  Pamiętaj, że w rozstaniu ważne nie jest to, kto kogo rzucił, bo na drugi dzień żyją już dwie równoprawne wersje, ale liczy się to, kto sobie kogoś pierwszy znajdzie. Nie ma znaczenia, kogo konkretnie. Tym razem to my będziemy zastawiać pułapkę. Najśmieszniejsze jest to, że nie potrzeba wcale tutaj kogoś mieć, ale to oczywiście nie zaszkodzi. Ściągnij ją do siebie, najlepiej z jakimiś gratami, których jeszcze nie spaliła. Robimy inscenizację: ona dzwoni, ty biegniesz do drzwi w samym ręczniku, oczy rozbiegane i włosy zmierzwione, ręcznik się lekko zsuwa, a ty wyraźnie pachniesz seksem. Sam wykombinujesz, jak to zrobić. To może nie wypalić, jeśli nie będzie chciała do ciebie przyjść lub nie będzie miała po co. W takim razie umawiacie się na mieście pod byle pretekstem. Spóźniasz się około 5 minut i jesteś ubrany w ciuchy, w jakich byłeś kiedyś z nią na randce. Tajemnica tej metody? Jesteś ubrany niedokładnie. Tak na chybcika, ze źle zapiętą koszulą, rozwiązanym jednym butem i rozporkiem dopiętym do połowy. Gdzieś musi być szminka. Niekoniecznie na kołnierzu, bo to zbyt oczywiste. Strzel sobie usta na klacie. Na koniec wielki finał, bo sięgasz do kieszeni po telefon i przypadkiem wypada ci pudełko po gumach. Koniecznie puste i jakieś fikuśne, żeby nie pomyślała, że to pamiątka po niej.

…ją wkurzyć, doprowadzić do furii. To jest trochę trudne, bo jeśli to ty byłeś niedorobioną połówką waszego związku, prawdopodobnie mechanizmy z góry od razu by nie wypaliły. Nawet mogłaby się  cieszyć na to, że kogoś masz, bo na pewno nie będziesz chciał do niej wracać. Tutaj musisz być spokojny, pewny siebie i przede wszystkim, w stu procentach poważny. Na początku wątpliwości, potem wściekłość. Jak to zrobić za pomocą ubioru? Paradoksalnie, bardzo łatwo. Ubierz się normalnie, na co dzień, w rzeczy przez nią porządnie opatrzone. Im bardziej była zaangażowana w związek, tym bardziej zakłada, że zostałeś po prostu zdewastowany przez rozstanie. Sprawdź to. Przez np: Facebooka. Google radzi: sprawdź podglądacz. A tu co? Była na Twoim profilu? Była. Oczywiście… Olimpijski spokój, facet zupełnie nieporuszony, nie zmienił nawet koszuli, w której był ostatnio. No, to by mogła być lekka przesada, bo pomyśli, że masz depresję kliniczną, ale całkowita olewka jest tutaj sposobem na wygranie życia. Albo przynajmniej tego jednego epizodu. Matka zawsze mi powtarzała, że jeśli przychodzi się na spotkanie z kobietą, która cię kocha, ubrany w rzeczy wyciągnięte z kosza na pranie, to tak, jakby napluło się jej na serce. No popatrz, a tobie właśnie o to chodzi! Do dzieła!

Układ zamknięty – czy tak rzeczywiście funkcjonuje nasz kraj?

Przy ostatnich wyborach często mogliśmy słyszeć ile to dobrego zrobi kandydat dla młodych. I to od razu przypominało mi film Układ Zamknięty, który doskonale pokazał jak wiele nasz kraj robi dla młodych. Jak wiele robi, by ich zniszczyć. Film miał już swoją premierę kilka lat temu, ale rzeczywiście był doskonale zrealizowany i niezwykle mi się podobał. Według mnie świetnie zrealizowany obraz filmowy, który niestety pokazał nam jak wygląda nasz kraj i z jakimi problemami możemy się tutaj spotkać.

Co najważniejsze film był oparty na faktach, a więc to co tam pokazano nie było tylko wymysłem reżysera. Oczywiście zmienione były nazwiska bohaterów, podmieniona nazwa i profil firmy, ale ogólnie to co się wydarzyło w filmie wydarzyło się naprawdę. Trzech młodych chłopaków zakłada firmę w branży komputerowej. Jeden z nich to geniusz informatyczny, który rozwija firmę w taki sposób, że jej osiągnięcia są dużo większe niżby się można spodziewać. W tym momencie jednak się okazuje, że ci, którzy byli w stanie w taki sposób rozwinąć swoją firmę stają się jednak niebezpieczny dla władzy i dlatego trzeba ich zniszczyć. I właśnie na tym opiera się fabuła tego filmu. Jest to opowieść o tym jak układ zamknięty rządzący naszym krajem może zniszczyć praktycznie każdego.

Do filmu zatrudniono również najlepszych aktorów w tym Janusza Gajosa, który gra jedną z najważniejszych postaci w tym filmie. Dostajemy dodatkowo świetnie zrealizowany film, w którym krok po kroku pokazane są mechanizmy, jakimi rządzi się nasz kraj. Jednocześnie dostajemy opowieść o tym w jaki sposób można zniszczyć człowieka, gdy tylko będzie chciała tego władzą rządząca naszym krajem. Nie ma takich mechanizmów, którymi może się ochronić żyjący uczciwie człowiek. Przede wszystkim film pokazuje, że istnieją takie mechanizmy, o których nawet sobie nie zdajemy sprawy. Władza ma w rękach takie mechanizmy, które mogą doprowadzić każdego praktycznie na dno. Pokazuje się to na bohaterach tego filmu, którzy przez Układ Zamknięty, któremu się nie spodobali zostają zniszczeni. Firma, która tak dobrze rokowała zostaje sprzątnięta, właściciele lądują w więzieniach i tam również są niszczeni. Ostatecznie, gdy udaje im się zyskać tytuły niewinnych okazuje się, że to wszystko co budowali już nie istnieje. Firma została rozprzedana a ich życie na gruncie psychiczne zostaje zniszczone. Mimo tego, że byli niewinni wszystko zostało doprowadzone do takiego poziomu, z którego już nie są w stanie wyjść, nie mogą sobie poradzić z problemami.

Film jak dla mnie był naprawdę doskonałą opowieścią o życiu, która pokazała, że nawet najbardziej uczciwi i dobrzy ludzie nie będą mogli sobie poradzić z systemem, który jest w stanie zniszczyć każdego, jeśli tylko będzie chciał. Układ, który powstał w naszym kraju zanim jeszcze mogliśmy nim swobodnie zarządzać trwa do dnia dzisiejszego i trudno się spodziewać, byśmy mogli sobie z nim sami poradzić. Młodzi, którzy mają dobry pomysł i tak nie będą w stanie wygrać z siłą, która stoi nad nimi. Tak właśnie sobie pomyślałem wychodząc z kina i wydaje mi się, że miałem racje. Okazuje się, że nie da się żyć uczciwie i uczciwie zarabiać. Szanse na życie mają tylko ci, którzy są z układu albo ci, którzy się nie wyróżniają. Jeśli jesteś poza układem i zaczniesz się wyróżniać to niestety zostaniesz szybko utemperowany. To przykry obraz, którzy można wychwycić z tego filmu, ale tak niestety wydaje się, że funkcjonuje nasz kraj. Wydaje się, że trudno będzie przezwyciężyć układ i niestety młodzi wychodząc z kina raczej nie będą mieli dobrego humoru bo tak naprawdę okaże się, że nie wszystko zależy tylko od nich. Muszą się jeszcze spodobać układowi, który będzie decydował o tym czy mogą skutecznie działać czy też ich dobre pomysły zostaną szybko skrócone przez silniejszy, tych którzy stoją na czele układu i decydują o jego funkcjonowaniu.

PS. Anonimowe podziękowania dla dwu blogów: Hegera i jego bezstronnego podejścia do ekonomii i wydarzeń politycznych opisanych „jak w filmie” – bez zbędnych emocji oraz Turobmixer – podobny aczkolwiek nieco luźniejszy portal poruszający się wokół tego co dzieje się z polityką lokalną. Oba regularnie czytam i chyba każdy z nich pozwala mi na codzienne spojrzenie na to co się wokół dzieje faktycznie, nie zaś przez pryzmat mediów.

Tutaj z kolej zaczynam zastanawiać się jak jest naprawdę? Czy medialna papka serwowana przez telewizję czy radio jest tym na czym faktycznie powinniśmy się skupić czy może jest jak w układzie – tępej masie pokazuje się to co ma zobaczyć, a my robimy swoje?

Kryzys młodego wieku

Masz 25-30 lat i czujesz się źle? Nie martw się – przeżywasz kryzys wieku młodego. Nie, nie średniego. Kryzys wieku średniego jest później, najczęściej u facetów-zdobywców, którzy nagle się orientują, że ich żona jest w podobnym wieku co oni sami, a to wcale nie jest już młody wiek. Zaraz pojawi się menopauza i nawet nie będą mogli mieć dzieci, nie żeby chcieli, ale biologicznie jest to dla nich największy imperatyw. Niejedną kobietę też sieknie, kiedy nagle, niemal z dnia na dzień, zaczną się problemy typowe dla menopauzy.

No dobra, ale co to ma wspólnego z Tobą? Do takich problemów masz jeszcze bardzo daleko. Przypominam samego siebie w twoim wieku. Jest to piękny czas, najpiękniejszy chyba. Masz tyle energii, rozpiera cię ona każdego poranka i nie do końca rozumiesz te wszystkie dowcipy o ciężkim wstawaniu z łóżka. Teraz już masz jakąś tam pracę, lepszą lub gorszą, więc już nie możesz sobie aż tak lekko do tego podchodzić, jak jeszcze niedawno w czasach radosnego olewania pierwszego wykładu.

Najważniejsze są niby te wszystkie możliwości, jakie przed tobą stoją. Jeśli w tym momencie zmienisz zdanie na jakikolwiek temat, obrócisz swoje życie o 180 stopni, to co się stanie? Właściwie nic, bo w nic jeszcze nie zainwestowałeś za dużo i spokojnie będziesz mógł rozwijać się w kierunku nowych celów czy zainteresowań. Nawet jeśli zrobisz coś głupiego, zaliczysz totalną wpadkę, to też będzie dobrze. Jesteś przecież młody, musisz się wyszaleć, wszyscy to zrozumieją i nie będzie z tego powodu jakichś większych nieprzyjemności. Nikt na pewno nie będzie jakoś specjalnie krzywo na ciebie patrzył.

Masz nawet swoje zdrowie. Wszystko jest pięknie. Wszystko jest wspaniałe, bezproblemowe. Aż potem siadasz z kumplami przy piwie w pubie – tak przynajmniej było w moim przypadku – i nagle się orientujecie, że każdy z was jest w strasznym dołku. Każdy ma jakiś wielki problem, a czasami nawet kilka z na raz. Żaden z was nie jest szczęśliwy!

Właśnie zaczął ci się kryzys wieku młodego. Mógłabym się zaśmiać, bo to pierwszy z tego typu kryzysów, które będą cię dotykać od teraz okresowo, ale mimo wszystko jest on inny.

Życie do tej pory było dość jasne, nieskomplikowane. Obudziłeś się do niego tak naprawdę w liceum. Wybrałeś jakieś fakultety, dzięki którym mogłeś się lepiej przygotować do matury. Niby nic takiego, ale w końcu był to egzamin dojrzałości, cel twojej nauki przez trzy lata i de facto cel całego życia. Potem przyszły studia i też żyło się od sesji do sesji. Po drodze oczywiście pojawiała się jakaś kobieta (facet), imprezy, znajomi, doświadczenia i tak dalej. Cały czas byłeś jednak wtłoczona w tory, a może lepiej powiedzieć: koleiny życia. Na dobre czy na złe wiedziałeś, w jakim kierunku idziesz i jeśli nawet ten kierunek zmieniłeś, znowu wskakiwał na podobną koleinę prowadzącą jedynie w trochę innym kierunku. Zawsze przed tobą był cel.

Teraz jest problem, bo nie trzeba sobie odpowiedzieć tylko na pytanie, jak cel osiągnąć, ale w ogóle jaki to powinien być cel. Masz kiepską pracę, ale jeszcze jesteś młody i od razu nie zostaniesz prezesem. To czekać, walczyć czy zmieniać?
Niby masz udany (póki co) związek, ale nie wiesz czy to idzie w jakimś kierunku. Czy to jest dla ciebie ktoś na resztę życia? Dlaczego ona? No i nie układa się tak, jak w bajkach. Czy należy o to walczyć? Czy może to jest znak, że trzeba poszukać kogoś innego? Skąd masz to wiedzieć? Czy przypadkiem nie marnujesz sobie w tym momencie życia? A może to właśnie poprzez podjecie decyzji je sobie zmarnujesz?

Weszłeś właśnie na ten moment ścieżki życiowej, kiedy to nie wybranie drogi do celu jest trudne, ale tak naprawdę prawdziwe wyzwanie tkwi w wyborze właściwych celów. Dopiero potem będziesz mógł się zastanawiać nad sposobem ich osiągnięcia. Wredne, co? Na tym właśnie polega dorosłość, bo już kilka razy mówiono ci, że od „teraz” nikt nie będzie cię w życiu prowadził za rączkę. Do tej pory były to tylko czcze pogróżki, z których nic nie wynikało. Tym razem, zupełnie bez słowa, „teraz” nadeszło. Wolność wcale nie jest tak fajna, jak ją malują, prawda? Nie martw się jednak. Nauczysz się z nią żyć.